Wisława Szymborska II
Poems:
|
Estoy demasiado cerca para que él sueñe conmigo. No vuelo sobre él, de él no huyo Entre las raíces arbóreas. Estoy demasiado cerca. No es mi voz el canto del pez en la red. Ni de mi dedo rueda el anillo. Estoy demasiado cerca. La gran casa arde Sin mí gritando socorro. Demasiado cerca para que taña la campana en mi cabello. Estoy demasiado cerca para que pueda entrar como un huésped que abriera las paredes a su paso. Ya jamás volveré a morir tan levemente, tan fuera del cuerpo, tan inconsciente, como antaño en su sueño. Estoy demasiado cerca, demasiado cerca. Oigo el silbido y veo la escama reluciente de esta palabra, petrificada en abrazo. Él duerme, en este momento, más al alcance de la cajera de un circo ambulante con un solo león, vista una vez en la vida, que de mí que estoy a su lado. Ahora, para ella crece en él el valle de hojas rojas cerrado por una montaña nevada en el aire azul. Estoy demasiado cerca, para caer del cielo. Mi grito sólo podría despertarle. Pobre, limitada a mi propia figura, mas he sido abedul, he sido lagarto, y salía de tiempos y damascos mudando los colores de mi piel. Y tenía el don de desaparecer de sus ojos asombrados, lo cual es la riqueza de las riquezas. Estoy demasiado cerca, demasiado cerca para que él sueñe conmigo. Saco mi brazo que está debajo de su cabeza dormida, Mi brazo dormido, lleno de agujas imaginarias. En la punta de cada una de ellas, para su recuento, Se han sentado ángeles caídos.
TRADUCCION: Elzbieta Borkiewicz
|
***
Jestem za blisko, żeby mu
się śnić.
|
|
Scrivere un curriculum
Che cos'è necessario?
Aggiungi una foto con l'orecchio in vista.
|
Co trzeba? Bez względu na
długość życia Obowiązuje zwięzłość
i selekcja faktów. Z wszystkich miłości
starczy ślubna, Ważniejsze, kto cię
zna, niż kogo znasz. Pisz tak, jakbyś z
sobą nigdy nie rozmawiał Pomiń milczeniem psy,
koty i ptaki, Raczej cena niż
wartość Do tego fotografia z
odsłoniętym uchem.
|
|
Discurso en la oficina de objetos perdidos
Perdí unas
pocas diosas camino del sur al norte, Un par de estrellas se apagaron para siempre, ábrete, oh cielo.
Una isla,
otra se me perdió en el mar.
Ni siquiera
sé dónde dejé mis garras,
Mis parientes
se extinguieron cuando repté a tierra,
He saltado
fuera de mi piel, desparramado vértebras y piernas,
Hace tiempo
que he guiñado mi tercer ojo a eso, Está perdido, se ha ido, está esparcido a los cuatro vientos.
Me sorprendo
de cuán poco queda de mí:
|
PRZEMóWIENIE W BIURZE ZNALEZIONYCH RZECZY
Straciłam
kilka bogiń w drodze z południa na północ, Zgasło mi raz na zawsze parę gwiazd, rozstąp się niebo.
Zapadła mi się w morze wyspa jedna, druga.
Nie
wiem nawet dokładnie, gdzie zostawiłam pazury,
Pomarło mi
rodzeństwo, kiedy wypełzłam na ląd
Wyskakiwałam ze
skóry, trwoniłam kręgi i nogi,
Dawno przymknęłam
na to wszystko trzecie oko, Podziało się, przepadło, na cztery wiatry rozwiało.
Sama się sobie
dziwię, jak mało ze mną zostało:
|
|
Alabanza a mi hermana
Mi hermana no
escribe poemas
En el
escritorio de mi hermana no hay poemas viejos
En muchas
familias nadie escribe poemas,
Mi hermana
cultiva una prosa hablada decente, (1976)
|
Moja siostra nie pisze wierszy
|
|
ELOGIO DOS SONHOS
Nos sonhos pinto como Vermeer Van Delft.
Falo grego com fluência e não apenas com os vivos.
Conduzo um automóvel que me é obediente.
Sou hábil, escrevo grandes poemas.
Escuto vozes tão bem como os santos mais austeros.
Ficaríeis admirados da perfeição com que toco piano.
Consigo voar como devia ser, isto é, eu de mim própria.
Ao cair de um telhado sei como descer levemente na verdura.
Não tenho problemas em respirar debaixo da água.
Não me lamento: consegui descobrir a Atlântida.
Fico contente porque, antes de morrer, consigo acordar sempre.
A guerra a rebentar e eu a virar-me para o melhor lado.
Sou, sem ter porém que o ser, filho da época.
Aqui há alguns anos vi dois sóis.
E, antes de ontem, um pinguim, ali, muito nítido, ao pé de mim.
Tradução de Júlio Sousa Gomes, em Wisława Szymborska, Paisagem com grão de areia, Relógio d’Água, Lisboa, 1998. ISBN 972-708-490-7.
|
We śnie maluję jak Vermeer van Delft.
Rozmawiam biegle po grecku i nie tylko żywymi.
Prowadzę samochód, który jest mi posłuszny.
Jestem zdolna, piszę wielkie poematy.
Słiszę głosy nie gorzej niż poważni święci.
Bylibyście zdumieni świetnością mojej gry na fortepianie.
Fruwam, jak się powinno, czyli sama z siebie.
Spadając z dachu umiem spaść miękko w zielone.
Nie jest mi trudno oddychać pod wodą.
Nie narzekam: udało mi się odkryć Atlantydę.
Cieszy mnie, że przed śmiercią sawsze potrafię się zbudzić.
Natychmiast po wybuchu wojny odwracam się na lepszy bok.
Jestem, ale nie muszę być dzieckiem epoki.
Kilka lat temu widziałam dwa słońca.
A przedwczoraj pingwina. Najzupełniej wyraźnie.
|
A LARGE NUMBER
Four billion people on this earth,
but my imagination is the way it's always been:
bad with large numbers.
It is still moved by particularity.
It flits about the darkness like a flashlight beam,
disclosing only random faces,
while the rest go blindly by,
unthought of, unpitied.
Not even a Dante could have stopped that.
So what do you do when you're not,
even with all the muses on your side?
Non omnis moriar—a premature worry. Yet am I fully alive, and is that enough?
It never has been, and even less so now.
I select by rejecting, for there's no other way,
but what I reject, is more numerous,
more dense, more intrusive than ever.
At the cost of untold losses—a poem, a sigh.
I reply with a whisper to a thunderous calling.
How much I am silent about I can't say.
A mouse at the foot of mother mountain.
Life lasts as long as a few lines of claws in the sand.
My dreams—even they are not as populous as they should be.
There is more solitude in them than crowds or clamor.
Sometimes someone long dead will drop by for a bit.
A single hand turns a knob.
Annexes of echo overgrow the empty house.
I run from the threshold down into the quiet
valley seemingly no one's—an anachronism by now.
Where does all this space still in me come from—
that I don't know.
Translated by Joanna Trzeciak
|
Cztery miliardy ludzi na tej ziemi, a moja wyobraźnia jest, jak była. Źle sobie radzi z wielkimi liczbami. Ciągle ją jeszcze wzrusza poszczególność. Fruwa w ciemnościach jak światło latarki, wyjawia tylko pierwsze z brzegu twarze, tymczasem reszta w prześlepienie idzie, w niepomyślnie, w nieodżałowanie. Ale tego sam Dante nie zatrzymałby. A cóż dopiero, kiedy nie jest się. I choćby nawet wszystkie muzy do mnie.
Non omnis moriar -przedwczesne strapienie. Czy jednak cała żyję i czy to wystarcza. Nie wystarczało nigdy, a tym bardziej teraz. Wybieram odrzucając, bo nie ma innego sposobu, ale to, co odrzucam, liczebniejsze jest, gęstsze jest, natarczywsze jest niż kiedykolwiek. Kosztem nieopisanych strat -wierszyk, westchnienie. Na gromkie powołanie odzywam się szeptem. Ile przemilczam, tego nie wypowiem. Mysz u podnóża macierzystej góry. Życie trwa kilka znaków pazurkiem na piasku.
Sny moje -nawet one nie są, jak należałoby. ludne. Więcej w nich samotności niż tłumów i wrzawy. Wpadnie czasem na chwilę ktoś dawno umarły. Klamką porusza pojedyncza ręka. Obrasta pusty dom przybudówkami echa. Zbiegam z progu w dolinę cichą, jakby niczyją, już anachroniczną.
Skąd się ta przestrzeń bierze we mnie – ni wiem.
|
Un racconto iniziato
Alla nascita
d'un bimbo
|
Na urodziny dziecka świat nigdy nie jest gotowy.
Jeszcze nasze okręty nie powróciły z Winlandii. Jeszcze przed nami przełęcz św. Gotharda. Musimy zmylić straże na pustyni Thor, przebić się kanałami do Sródmieścia, znaleźć dojście do króla Haralda Osełki i czekać na upadek ministra Fouché. Dopiero w Acapulco zaczniemy wszystko od nowa.
Wyczerpał się nam zapas opatrunków, zapałek, argumentów, tłuków pięściowych i wody. Nie mamy ciężarówek i poparcia Mingów. Tym chudym koniem nie przepłacimy szeryfa. Żadnych, jak dotąd, wieści o porwanych w jasyr. Brakuje nam cieplejszej jaskini na mrozy i kogoś, kto by znał język harari.
Nie wiemy, którym ludziom zaufać w Niniwie, jakie będą warunki księcia kardynała, czyje nazwiska jeszcze są w szufladach Berii. Mówią, ze Karol Młot uderzy jutro o świcie. W tej sytuacji udobruchajmy Cheopsa, zgłośmy się dobrowolnie, zmieńmy wiarę, udajmy, że jesteśmy przyjaciółmi doży i nic nie łączy nas z plemieniem Kwabe.
Nadchodzi pora rozpalenia ogni. Zawezwijmy depeszą babcię z Zabierzowa. Porozwiązujmy węzły na rzemieniach jurty.
Oby połóg był lekki i dziecko rosło nam zdrowo. Niech będzie czasem szczęśliwe i przeskakuje przepaście. Niech serce jego ma zdolność wytrwania, a rozum czuwa i sięga daleko.
Ale nie tak daleko, żeby widzieć przyszłość. Tego daru oszczędźcie mu, niebieskie moce.
|
|
LA BREVE VITA DEI NOSTRI ANTENATI
Non arrivavano in molti fino a trent'anni. La vecchiaia era un privilegio di alberi e pietre. L'infanzia durava quanto quella dei cuccioli di lupo. Bisognava sbrigarsi, fare in tempo a vivere prima che tramontasse il sole, prima che cadesse la neve.
Le genitrici tredicenni, i cercatori quattrenni di nidi fra i giunchi, i capicaccia vent'enni- un attimo prima non c'erano, già non ci sono più. I capi dell'infinito si univano in fretta. Le fattucchiere biascicavano esorcismi con ancora tutti i denti della giovinezza. |