Wisława Szymborska IV

 

  Poems:

 

ABC

ABC

A moment In Troy

Chwila w Troi

A Paleolithic Fertility Fetish

Fetysz płodności z paleolitu

Alguma gente

Jacyś ludzie

Openness

Jawność

Notorietą

Jawność

Il Classico

Klasyk

La Fine e l’Inizio

Koniec i początek

Monologo per Cassandra

Monolog dla Kasandry

Nulla due volte

Nic dwa razy

Sulla morte, senza esagerare

O śmierci bez przesady

Descubrimiento

Odkrycie

Scoperta

Odkrycie

El Primer Amor

Pierwsz miłość

Written in a hotel

Pisane w hotelu 

Motion

Ruch

Scorcio di secolo

SCHYŁEK WIEKU

Sogno d'una notte di mezza estate

Sen nocy letniej

Vocabulary

Słówka

Impresso nella memoria

UPAMIĘTNIENIE

La cortesia dei non vedenti

Uprzejmość niewidomych

The Isle of Sirens

Wyspa Syren

Un ricordo

Ze wspomnień

Golden Anniversary

Złote Gody

 

 

 

Scorcio di secolo

 

 

 

Doveva essere migliore degli altri il nostro XX secolo.

Non farą pił in tempo a dimostrarlo,

ha gli anni contati, il passo malfermo, il fiato corto.

 

 

Sono ormai successe troppe cose che non dovevano succedere,

e quel che doveva arrivare, non č arrivato.

 

 

Ci si doveva avviare verso la primavera e la felicitą, fra l'altro.

 

 

La paura doveva abbandonare i monti e le valli,

la Veritą doveva raggiungere la meta prima della menzogna.

 

 

Certe sciagure non dovevano pił accadere,

ad esempio la guerra.

 

 

Doveva essere rispettata l'inermitą degli inermi,

la fiducia e via dicendo.

 

 

Chi voleva gioire nel mondo

si trova di fronte a un compito irrealizzabile.

 

 

La stupiditą non č ridicola.

La saggezza non č allegra.

La speranza non č pił quella  giovane ragazza,purtroppo.

 

 

Dio doveva finalmente credere nell'uomo buono e forte,

ma il buono e il forte restano due esseri distinti.

 

 

Come vivere?- mi ha chiesto qualcuno a cui io intendevo fare la stessa domanda.

 

 

Da capo e allo stesso modo di sempre,

come si č visto sopra,

non ci sono domande pił pressanti

delle domande ingenue.

SCHYŁEK WIEKU

 

Miał być lepszy od zeszłych nasz XX wiek.
Już tego dowieść nie zdąży,
lata ma policzone,
krok chwiejny,
oddech krótki.

Już zbyt wiele się stało,
co się stać nie miało,
a to, co miało nadejść,
nie nadeszło.

Miało się mieć ku wiośnie
i szczęściu, między innymi.

Strach miał opuścić góry i doliny.
Prawda szybciej od kłamstwa
miała dobiegać do celu.

Miało się kilka nieszczęść
nie przydarzyć już,
na przykład wojna
i głód, i tak dalej.

W poważaniu być miała
bezbronność bezbronnych,
ufność i tym podobne.

Kto chciał cieszyć się światem,
ten staje przed zadaniem
nie do wykonania.

Głupota nie jest śmieszna.
Mądrość nie jest wesoła.

Nadzieja
to już nie jest ta młoda dziewczyna
et cetera, niestety.

Bóg miał nareszcie uwierzyć w człowieka
dobrego i silnego,
ale dobry i silny
to ciągle jeszcze dwóch ludzi.

Jak żyć - spytał mnie w liście ktoś,
kogo ja zamierzałam spytać
o to samo.

Znowu i tak jak zawsze,
co widać poniżej,
nie ma pytań pilniejszych
od pytań naiwnych.

 

 

 

La Fine e l’Inizio

 

 

Dopo ogni guerra

c’č chi deve ripulire.

In fondo un po’ d’ordine

da solo non si fa.

 

C’č chi deve spingere le macerie

ai bordi delle strade

per far passare

i carri pieni di cadaveri.

 

C’č chi deve sprofondare

nella melma e nella cenere,

tra le molle dei divani letto,

le schegge di vetro

e gli stracci insanguinati.

 

C’č chi deve trascinare una trave

per puntellare il muro,

c’č chi deve mettere i vetri alla finestra

e montare la porta sui cardini.

 

Non č fotogenico,

e ci vogliono anni.

Tutte le telecamere sono gią partite

per un’altra guerra.

 

Bisogna ricostruire i ponti

e anche le stazioni.

Le maniche saranno a brandelli

a forza di rimboccarle.

 

C’č chi, con la scopa in mano,

ricorda ancora com’era.

C’č chi ascolta

annuendo con la testa non mozzata.

Ma presto lģ si aggireranno altri

che troveranno il tutto

un po’ noioso.

 

C’č chi talvolta

dissotterrerą da sotto un cespuglio

argomenti corrosi dalla ruggine

e li trasporterą sul mucchio dei rifiuti.

 

Chi sapeva

di che si trattava,

deve far posto a quelli

che ne sanno poco.

E meno di poco.

E infine assolutamente nulla.

 

Sull’erba che ha ricoperto

le cause e gli effetti,

c’č chi deve starsene disteso

con una spiga tra i denti,

perso a fissare le nuvole.”

 

 

Traduzione di Pietro Marchesani                

 

Koniec i początek

Po każdej wojnie
ktoś musi posprzątać.
Jaki taki porządek
sam się przecież nie zrobi.

 

Ktoś musi zepchnąć gruzy
na pobocza dróg,
żeby mogły przejechać
wozy pełne trupów.

 

Ktoś musi grzęznąc
w szlamie i popiele,
sprężynach kanap,
drzazgach szkła
i krwawych szmatach.

 

Ktoś musi przywlec belkę
do podparcia ściany,
ktoś oszklić okno
i osadzić drzwi na zawiasach.

 

Fotogeniczne to nie jest
i wymaga lat.
Wszystkie kamery wyjechały już
na inną wojnę.

 

Mosty trzeba z powrotem
i dworce na nowo.
W strzępach będą rękawy
od zakasywania.

 

Ktoś z miotłą w rękach
wspomina jeszcze jak było.
Ktoś słucha
przytakując nie urwaną głową.
Ale już w ich pobliżu
zaczną kręcić się tacy,
których to będzie nudzić.

 

Ktoś czasem jeszcze
wykopie spod krzaka
przeżarte rdzą argumenty
i poprzenosi je na stos odpadków.

 

Ci, co wiedzieli
o co tutaj szło,
musza ustąpić miejsca tym,
co wiedzą mało.
I mniej niż mało.
I wreszcie tyle co nic.

 

W trawie, która porosła
przyczyny i skutki,
musi ktoś sobie leżeć
z kłosem w zębach
i gapić się na chmury.

 

 

 

 

Il Classico

 

 

Qualche zolla di terra, e la vita sarą dimenticata.

la musica si libererą dalle circostanze.

Si calmerą la tosse del maestro sui minuetti.

E saranno tolti i cataplasmi.

Il fuoco divorerą la parrucca piena di polvere

e pulci.

Spariranno le macchie di inchiostro dal polsino di merletto.

Finiranno tra i rifiuti le scarpe, scomode testimoni.

Il violino verrą preso dall’allievo meno dotato.

saranno tolti dagli spartiti i conti del macellaio.

Le lettere della povera madre finiranno in pancia ai topi.

Apaga-se aniquilado o amor infeliz

Os olhos deixarćo de verter lįgrimas.

Hį uma fita cor-de-rosa que darį jeito ą filha dos vizinhos.

Graēas a Deus os tempos nćo sćo romānticos.

Tudo o que nćo é quarteto

recusado vai ser por ser o quinto.

Tudo o que nćo é quinteto

serį lanēado fora por ser sexto.

Tudo o que nćo foi coro de quarenta anjos

se hį-de sumir como ganido de cćo e soluēo de gendarme.

Vćo tirar da janela o vaso de aloés,

O prato de veneno para as moscas e o frasco da pomada,

e desvenda-se – claro – a vista para o jardim,

jardim esse que jamais aqui existiu.

E ora ascoltate, ascoltate, o mortali,

stupefatti tendete attenti l’orecchio,

o assorti, o stupiti, o rapiti mortali,

ascoltate - ascoltatori - mutati in udito.”

 

Klasyk

Kilka grud ziemi a będzie zapomniane życie.
Muzyka wyswobodzi się z okoliczności.
Ucichnie kaszel mistrza nad menuetami.
I oderwane będą kataplazmy.
Ogień strawi perukę pełną kurzu i wszy.
Znikną plamy inkaustu z koronkowego mankietu.
Pójdą na śmietnik trzewiki, niewygodni świadkowie.
Skrzypce zabierze sobie uczeń najmniej zdolny.
Powyjmowane będą z nut rachunki od rzeźnika.
Do mysich brzuchów trafią listy biednej matki.
Unicestwiona zgaśnie niefortunna miłość.
Oczy przestaną łzawić.
Różowa wstążka przyda się córce sąsiadów.
Czasy, chwalić Boga, nie są jeszcze romantyczne.
Wszystko, co nie jest kwartetem,
będzie jako piąte odrzucone.
Wszystko, co nie jest kwintetem,
będzie jako szóste zdmuchnięte.
Wszystko, co nie jest chórem czterdziestu aniołów,
zmilknie jako psi skowyt i czkawka żandarma.
Zabrany będzie z okna wazon z aloesem,
talerz z trutką na muchy i słoik z pomadą,
i odsłoni się widok - ależ tak! - na ogród,
ogród, którego nigdy tu nie było.
No i teraz słuchajcie, słuchajcie, śmiertelni,
w zdumieniu pilnie nadstawiajcie ucha,
o pilni, o zdumieni, o zasłuchani śmiertelni,
słuchajcie - słuchający - zamienieni w słuch.

 

 

Nulla due volte

 

Nulla due volte accade

nč accadrą. Per tal ragione

nasciamo senza esperienza,

moriamo senza assuefazione.

 

Anche gli alunni pił ottusi

della scuola del pianeta

di ripeter non č dato

le stagioni del passato.

 

Non c’č giorno che ritorni,

non due notti uguali uguali,

nč due baci somiglianti,

nč due sguardi tali e quali.

 

Ieri, quando il tuo nome

qualcuno ha pronunciato,

mi č parso che una rosa

sbocciasse sul selciato.

 

Oggi, che stiamo insieme,

ho rivolto gli occhi altrove.

Una rosa? Ma cos’č?

Forse pietra, o forse fiore?

 

Perchč tu ora malvagia,

dai paura e incertezza?

Ci sei - perciņ devi passare.

Passerai - e in ciņ sta la bellezza.

 

Cercheremo un’armonia,

sorridenti, fra le braccia,

anche se siamo diversi

come due gocce d’acqua.

 

Trad.: Pietro Marchesani                       

Nic dwa razy

 

 

Nic dwa razy się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.

 

Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata.

 

Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

 

Wczoraj, kiedy twoje imię
ktoś wymówił przy mnie głośno,
tak mi było, jakby róża
przez otwarte wpadła okno.

 

Dziś, kiedy jesteśmy razem,
odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?


Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś - a więc musisz minąć.
Miniesz - a więc to jest piękne.

 

Uśmiechnięci, współobjęci
spróbujemy szukać zgody,
choć różnimy się od siebie
jak dwie krople czystej wody.

 

 

SCOPERTA

 

“Credo nella grande scoperta.

Credo nell’uomo che farą la scoperta.

Credo nella paura dell’uomo che farą la scoperta.

 

Credo nel pallore del suo viso,

nella sua nausea, nel sudore gelato del suo labbro.

 

Credo nei suoi appunti bruciati,

ridotti in cenere,

bruciati fino all’ultimo.

 

Credo nelle cifre sparpagliate,

sparpagliate senza rimpianto.

 

Credo nella fretta dell’uomo,

nella precisione dei suoi gesti,

nel suo libero arbitrio.

 

Credo nelle lavagne fracassate,

nei liquidi versati,

nei raggi spenti.

 

Affermo che ciņ riuscirą,

che non sarą troppo tardi,

e che avverrą in assenza di testimoni.

 

Nessuno lo saprą, ne sono certa,

né la moglie, né la parete,

neppure l’uccello, potrebbe cantare.

 

Credo nella mano che non si presta,

credo nella carriera spezzata,

credo nel lavoro di molti anni sprecato.

Credo nel segreto portato nella tomba.

 

Queste parole mi veleggiano sopra le regole.

Non cercano appoggio in nessun esempio.

La mia fede č forte, cieca e senza fondamento.”

 
 

Odkrycie

Wierzę w wielkie odkrycie.
Wierzę w człowieka, który dokona odkrycia
Wierzę w przestrach człowieka, który dokona odkrycia.

Wierzę wbladość jego twarzy,
w mdłości, w zimny pot na wardze.

Wierzę w spalene notatek,
w spalenie ich na popiół,
w spalenie co do jednej.

Wierzę w rozsypanie liczb,
w rozsypanie ich bez żalu.

Wierzę w pośpiech człowieka,
w dokładność jego ruchów,
w nieprzymuszoną wolę.

Wierzę w utłuczenie tablic,
w wylanie płynów,
w zgaszenie promienia.

Twierdzę, że to się uda
i że nie będzie za późno,
i rzecz rozegra się w nieobecności świadków.

Nikt się nie dowie, jestem tego pewna,
ani żona, ani ściana,
nawet ptak, bo nuż wyśpiewa.

Wierzę w nieprzyłożoną rękę,
wierzę w złamaną karierę,
wierzę w zaprzepaszczoną pracę wielu lat.
Wierzę w sekret zabrany do grobu.

szybują mi te słowa ponad regułami.
Nie szukają oparcia w jakichkolwiek przykąadach.
Moja wiara jest ślepa i bez podstaw.

 

Vocabulary
 

``La Pologne? La Pologne? Isn't it terribly cold there?'' she asked, and then sighed with relief. So many countries have been turning up lately that the safest thing to talk about is climate.

``Madame,'' I want to reply, ``my people's poets do all their writing in mittens. I don't mean to imply that they never remove them; they do, indeed, if the moon is warm enough. In stanzas composed of raucous whooping, for only such can drown the windstorms' constant roar, they glorify the simple lives of our walrus herders. Our Classicists engrave their odes with inky icicles on trampled snowdrifts. The rest, our Decadents, bewail their fate with snowflakes instead of tears. He who wishes to drown himself must have an ax at hand to cut the ice. Oh, madame, dearest madame.''

That's what I mean to say. But I've forgotten the word for walrus in French. And I'm not sure of icicle and ax.

``La Pologne? La Pologne? Isn't it terribly cold there?''
``Pas du tout'' I answer icily.

 

     Translated by Stanislaw Baranczak and Clare Cavanagh  

Słówka
 

- La Pologne? La Pologne? Tam strasznie zimno, prawda?

 - spytała mniei odetchnęła z ulgą. Bo porobiło się tych krajów tyle, że najpewniejszy jestw rozmowie klimat.

 

- O pani - chcę jej opowiedzieć - poeci mego kraju piszą w rękawicach. Nie twierdzę, że ich wcale nie zdejmują; jeżeli księżyc przygrzeje, to tak.

W strofach złożonych z gromkich pohukiwań, bo tylko to przedziera się przez ryk wichury, śpiewają prosty byk pasterze fok. Klasycy ryja soplem atramentu na przytupanych zaspach. Reszta, dekadenci, płaczą nad losem gwiazdkami ze śniegu. Kto chce się topic musi mieć siekierę do zrobienia przerębli. O pani, o moja droga pani.

 

Tak chcę jej odpowiedzieć. Ale zapomniałam, jak będzie foka po francusku. Nie jestem pewna sopla i przerębli.

 

- La Pologne? La Pologne? Tam strasznie zimno, prawda?

- Pas du tout - odpowiedziałam lodowato.

 

 

A MOMENT IN TROY

Little girls -
skinny, resigned
to freckles that won't go away,

not turning any heads
as they walk across the eyelids of the world,

looking just like Mom or Dad,
and sincerely horrified by it –

in the middle of dinner,
in the middle of a book,
while studying the mirror,
may suddenly be taken off to Troy.

In the grand boudoir of a wink
they all turn into beautiful Helens.

They ascend the royal staircase
in the rustling of silk and admiration.

They feel light. They all know
that beauty equals rest,
that lips mould the speech's meaning,
and gestures sculpt themselves
in inspired nonchalance.

Their small faces
worth dismissing envoys for
extend proudly on necks
that merit countless sieges.

Those tall, dark movie stars,
their girlfriends' older brothers,

the teacher from art class,
alas, they must all be slain.

Little girls
observe disaster
from a tower of smiles.

Little girls
wring their hands
in intoxicating mock despair.

Little girls
against a backdrop of destruction
with flaming towns for tiaras,
in earrings of pandemic lamentation.

Pale and tearless.
Triumphant. Sated with the view.
Dreading only the inevitable
moment of return.

Little girls
returning.

    Translated by Stanislaw Baranczak and Clare Cavanagh  

Chwila w Troi

 

Małe dziewczynki
chude i bez wiary,
że piegi znikną z policzków,

nie zwracające niczyjej uwagi,
chodzące po powiekach świata,

podobne do tatusia albo do mamusi
szczerze tym przerażone,

znad talerza
znad książki
sprzed lustra
porywane bywają do Troi.

W wielkich szatniach okamngnienia
przeobrażają się wpiękne Heleny.

Wstępują po królewskich schodach
w szumie podziwu i długiego trenu.

Czują się lekkie. Wiedzą, że
piękność to wypoczynek,
że mowa sensu ust nabiera,
a gesty rzeźbią się same
w odniechceniu natchnionym.

Twarzyczki ich,
warte odprawy posłów,
dumnie sterczą na szyjach
godnych oblężenia.

Bruneci z filmów,
bracia koleżanek,
nauczyciel rysunków,
ach, polegną wszyscy.

Małe dziewczynki
z wieży uśmiechu
patrzą na katastrofę.

Ma&